|
![]() Rodzice w Wenecji |
Moj Tato, a właściwie Milu, bo tak się do Niego zwracaliśmy, odszedł od nas na początku choroby mojej Mamy i to chyba było dla Niego najlepsze. Nie zniósłby Jej cierpień. Wspiera nas każdego dnia. I jest obecny w naszym życiu, mimo, że Artur nigdy Go nie spotkał.