|
Od ponad dwóch lat mieszkam w Szwajcarii i troszeczkę poznałem już mentalność tutejszego społeczeństwa. Szwajcaria jest krajem multikulturowym, o czterech językach narodowych. Ale oprócz tego współistnieje tu również wiele mentalności i religii. Połowa zawieranych małżeństw, to małżeństwa mieszane. Czyli jedna ze stron jest stroną katolicką, zaś druga protestancką, czy też muzułmańską. I w tych realiach musi tutaj funkcjonować Kościół katolicki. A jest nim przecież nie tylko hierarchia kościelna, ale przede wszystkim lud wierny.
Nie jest również żadną tajemnicą, że w Szwajcarii brakuje powołań kapłańskich, a co za tym idzie - księży lub diakonów pracujących w parafiach. Część z tych obowiązków przejęli asystenci pastoralni, którzy mając własne rodziny, zdecydowali się pomagać hierarchii kościelnej. Często, ponieważ na terenie parafii nie mieszka żaden kapłan, ani diakon, mają oni władzę proboszcza. Funkcja proboszcza ma zatem charakter czysto administracyjny. Proboszczem staje się osoba, która za zezwoleniem biskupa ma pieczę nad powierzoną jej parafią. Jest nią kapłan, stały diakon lub też asystent pastoralny.
Zgodnie z instrukcją kościelną asystentami pastoralnymi są zarówno mężczyźni jak i kobiety, którzy ukończyli teologię. W dużej mierze są to ex-klerycy lub kapłani, lub też żony ex-kleryków, kapłanów, które poznały swych „oblubieńców„ jeszcze na studiach.
Bardzo często na terenie kantonów mieszanych, takich jak kanton St. Gallen, połowa społeczeństwa jest wyznania katolickiego, zaś druga połowa - ewangelicko-reformowanego. Kościół reformowany nie widzi problemu, by osobami kierującymi parafią lub wspólnotą były kobiety. Argumentuje przy tym, że już od najdawniejszych czasów kobiety pełniły wysokie funkcje kościelne, o czym mogą świadczyć liczne malowidła w starożytnym Rzymie1. Katolicy szwajcarscy dostrzegają, że ich „sąsiedzi„ rozwiązali niedobór „męskich proboszczów„ przy pomocy „kobiet proboszczów„.
Pracując przez kilka lat w wielu parafiach diecezji St. Gallen spotkałem się z wieloma sytuacjami, które mnie poruszyły. W jednej z parafii, w której przebywałem, asystentka pastoralna zaprzyjaźniła się z pastorką protestancką, tak, że nie była w stanie pojąć, dlaczego ona pełniąc tę samą posługę i mając również ukończoną teologię, nie może zostać kapłanką, w Kościele katolickim, na wzór swojej koleżanki „reformowanej”.
Kiedyś nawet przyniosła mi do przeczytania artykuł zatytułowany „Na początku była kobieta”2. „Naukowcy” wypowiadający się w nim, starali się dowieść, że żeńskie chromosomy X są dużo starsze od męskich chromosomów Y, a co za tym idzie - kobieta musiała zostać stworzona przed mężczyzną. Nie powinna zatem być gorsza lub mniej wartościowa od mężczyzny.
Na potwierdzenie swoich tez, większość ruchów feministycznych w Szwajcarii powołuje się na cytat św. Pawła z Listu do Galatów (3, 28). Autor listu podkreśla, że należy znieść wszystkie podziały, jakie są między wolnymi a niewolnikami, wrogami a przyjaciółmi, mężczyznami a kobietami3. W ten tylko bowiem sposób może - ich zdaniem - funkcjonować prawdziwy Kościół. Pozostaje jednak pytanie, czy chodzi tutaj o nierówność społeczną, czy też o rozmaite wypełnianie posług. Feministka być może chętnie by powiedziała: chcę być księdzem, ale nie mogę i to jest niesprawiedliwość, ale np. mężczyzna mógłby odpowiedzieć: chcę być w ciąży, ale nie mogę i to też jest niesprawiedliwość. Czy w związku z tym mężczyzna powinien poddawać się operacji, by było to możliwe i by dopiąć swego, czy też raczej powinien zaakceptować to, że ma inne zadania do spełniania. Lub też kapłan, który powiedziałby: nie chcę być kapłanem, lecz chcę w pełni być siostrą zakonną, gdyż czuje takie powołanie. Większość zdrowo myślących osób z całą pewnością odpowiedziałoby: Człowieku, czy przypadkiem byłeś już z tym problemem u psychologa lub u psychiatry?
Bardzo często problem ten pojawia się w zakonach, w których są zarówno bracia, jak i ojcowie. Osoba czująca powołanie braterskie częstokroć czuje się osobą mniej wartościową, degradowaną, mającą mniej możliwości. Dlatego też jak najszybciej stara się zrobić maturę i ukończyć studia, by „nagle” odczuć powołanie kapłańskie. Jest to problemem wielu zakonów, ponieważ mają wielu kapłanów, a niewielu braci. Jeden z mądrych tego świata powiedział kiedyś, że jesteśmy tyle warci, na ile czujemy się wartościowi. I chyba miał rację. Człowiek zakompleksiony nigdy nie będzie czuł swojej wartości i zawsze będzie czuł się degradowany. Ale na to się nic nie poradzi osiąganiem swoich kolejnych celów. Po prostu człowiek musi się wyzbyć kompleksów i uświadomić sobie, że nie jest mniej wartościowy, lecz jedynie pełni inną funkcję odczuwając inne powołanie.
Wspomniana przeze mnie Dorota McEwan w swojej pracy przytacza teorię, że każda forma religii degraduje kobietę. W Chinach kobietom wiązano stopy, w Indiach palono wdowy na stosach razem z ciałami mężów, w krajach islamskich obrzezywano je, zaś w judaizmie i chrześcijaństwie tłumiono ich kreatywność. A tymczasem - powołuje się dalej na św. Atanazego — już w IV wieku kobiety koncelebrowały podczas Eucharystii, jeżeli były dziewicami. Dopiero w IX i X wieku — jej zdaniem — biskup Vercelli Atto dowodzi, że to „sobór” w Laodycei w kanonie 11. zabronił kobietom przyjmować święcenia kapłańskie.
Od roku 1974 Kościół episkopalny w USA zezwolił kobietom na przyjmowanie święceń kapłańskich, między innymi mianując dla swoich potrzeb biskupkę Bostonu. W 1992 r. w ślad za nim poszedł Kościół anglikański, w którym dziś 10% kapłanów stanowią kobiety.
Wiele środowisk w Szwajcarii zabiega o dopuszczenie kobiet przynajmniej do stopnia święceń diakonatu. Jednak, moim zdaniem, jest to tylko manipulacja. Nie trzeba pytać, czy istnieje możliwość dopuszczenia kobiet do diakonatu, ale czy istnieje możliwość dopuszczenia kobiet do kapłaństwa. Diakonat bowiem jest pierwszym stopniem kapłaństwa. Jeżeli Kościół zdecydowałby się na taki krok, zwolennicy tej teorii zabiegaliby dalej o dopuszczenie do prezbiteratu i biskupstwa. Nie należy oczekiwać innego biegu sytuacji. Byłby to po prostu logiczny ciąg wydarzeń.
Krótko przed znamiennym wyświęceniem kobiet na kapłanki, jakie miało miejsce w dniu 29 czerwca 2002 r., w prasie szwajcarskiej ukazały się liczne komentarze, a także wywiady z „przyszłymi” neoprezbiterkami. Od kilku już bowiem lat w Kościele szwajcarsko-katolickim pełni posługę dość atrakcyjna kapłanka: Denisa Wyss4
15 października 1976 r. papież Paweł VI opublikował Deklarację o dopuszczeniu Kobiet do kapłaństwa urzędowego — Inter insigniores. Jest to zatem oficjalne stanowisko Watykanu odnośnie tego zagadnienia. Już we wstępie tej deklaracji papież podkreśla, że nie sposób nie pamiętać o kobietach, które miały wpływ na rozwój Kościoła, jak np. o św. Klarze, św. Katarzynie ze Sieny czy też św. Teresie z Avila. Założycielkach wielkich rodzin zakonnych, które otrzymały tytuł Doktorów Kościoła.
Jednakże poruszając problematykę kapłaństwa kobiet, nie można nie „rzucić okiem” na bogatą tradycję naszego Kościoła.
„...Kościół katolicki nigdy nie uważał, że kobietom można ważnie udzielić Święceń kapłańskich lub biskupich. Wprawdzie w pierwszych wiekach niektóre sekty heretyckie, zwłaszcza gnostyckie, zaczęły powierzać kobietom posługę kapłańską, ale Ojcowie Kościoła od razu potępili taką nowatorską praktykę stwierdzając, że Kościół w żadnym wypadku nie może jej przyjąć...”5.
Tej samej tradycji wiernie strzegły Kościoły Wschodnie, pomimo tego, że w niektórych aspektach ich dyscyplina jest odmienna od dyscypliny katolickiej (jak np. w kwestii rozwodów).
Warto pamiętać, że Jezus nie powołał do grona Dwunastu żadnej kobiety. Feministki są zdolne w tym momencie przytaczać argument, iż w ówczesnych obyczajach kobiety były gorzej traktowane niż mężczyźni i to było głównym powodem, dla którego Jezus tego nie uczynił. Ale przynajmniej dla mnie nie jest to żaden argument. Jeżeli ktoś dokładnie prześledzi Ewangelię, dostrzeże, że Jezus otwarcie występował przeciwko miejscowym zwyczajom: rozmawiając publicznie z Samarytanką (J 4, 27), nie licząc się absolutnie z faktem legalnej nieczystości kobiety cierpiącej na krwotok (Mt 9, 20-22), pozwalając grzesznej kobiecie zbliżyć się do siebie w domu Szymona (Łk 7, 33nn) oraz rozgrzeszając cudzołożnicę, dając tym samym świadectwo, że nie należy kobiety oceniać surowiej niż mężczyzny (J 8, 11). To tylko kilka znamiennych fragmentów Ewangelii, ale niewątpliwie są one dowodem na to, że Jezus nie liczył się z literą prawa, kiedy przemawiały za tym okoliczności. Jeśli zdolny był pójść na krzyż za to, czego nauczał, z całą pewnością byłby również zdolny wybrać kobiety na apostołki, włączając je w grono Dwunastu, gdyby uznał to za stosowne.
Po wniebowstąpieniu Wspólnota Apostolska pozostaje w Wieczerniku. Wśród Apostołów uprzywilejowane miejsce zajmuje Maryja (Dz 1, 14). Mimo to nawet Ona nie zostaje włączona do grona Apostołów.
„...Z Dziejów Apostolskich oraz z Listów św. Pawła dowiadujemy się rzeczywiście, że niektóre kobiety współpracowały z Apostołem w głoszeniu Ewangelii (por. Rz 16, 3-12; Flp 4, 3). W zakończeniach Listów zawierających pozdrowienia, Apostoł wylicza z wdzięcznością imiona poszczególnych kobiet. Niektóre z nich, jak Pryscylla, Lidia oraz inne, miały duży udział w nawróceniach różnych osób. Dotyczy to zwłaszcza Pryscylly, ponieważ Pryscylla i Akwila zabrały ze sobą Apollosa i wyłożyły mu dokładniej drogę Bożą (por. Dz 18, 26), jak również Feby, która usługiwała Kościołowi w Kenchrach (Dz 16, 1). Z przytoczonych faktów jasno wynika, że zwyczaje Kościoła Apostołów daleko odeszły od obyczajów żydowskich. Nigdy jednak nie została postawiona kwestia udzielenia Święceń tym kobietom...” 6.
Większość zwolenników kapłaństwa kobiet, stwierdza: To, że Jezus nie dokonał czegoś lub tradycja Kościoła nie stoi na przeszkodzie, by dzisiejszy Kościół tego nie ustanowił.
Kiedy słyszę taki argument, przypominają mi się słowa Jana Pawła II: „Jezus tego nie uczynił, więc dlaczego ja miałbym to czynić, czyż jestem kimś większym niż Jezus?”. No właśnie, czyż można być kimś większym niż założyciel Kościoła? Jeśli na przykład pragnąłbym obwołać się Królem Płocka i byłbym do tego święcie przekonany, któż mógłby mi nadać ten tytuł?
Nikt, bo takiego królestwa nie było (a tylko księstwo). Nikt nie ma prawa nadać mi takiego tytułu, a, jeżeli sam bym to zrobił, mógłbym co najwyżej być „samozwańcem„. Papież, jak sam stwierdził w jednej z wypowiedzi, również nie czuje, by otrzymał od Boga władzę ustanowienia kapłaństwa kobiet.
W Szwajcarii asystentki pastoralne głoszą kazania. To prawda. Często też powołując się na tę praktykę twierdzą: „my też potrafimy to robić„. Oczywiście nikt temu nie zaprzecza, ale zapominają, że to co robią robią nielegalnie. Ponieważ kazania może głosić jedynie osoba ordynowana.
Kapłaństwo ma charakter sakramentalny, a więc jest znakiem. Znakiem widzialnym, wyraźnym i łatwym do odczytania. Taka bowiem jest istota znaku. Nie ulega wątpliwości, że Chrystus stał się pierworodnym rodzaju ludzkiego, czyli zarówno, mężczyzn jak i kobiet. Jednak Słowo stało się ciałem jako mężczyzna, nie jako kobieta. I to należy zaakceptować, tak samo jak fakt, że kobieta może zostać matką, a nie mężczyzna nie.
Zwolennicy kapłaństwa kobiet wysuwają również tezę, że Jezus przebywa teraz w ciele uwielbionym w niebie, a więc nie ma zbytniej różnicy kto go reprezentuje, czy kobieta, czy też mężczyzna, bo w niebie nikt przecież nie będzie się żenił (Mt 22, 30). Tak, ale słowa te nie mają na celu zniesienie różnicy płci między mężczyzną i kobietą. Każdy bowiem psycholog stwierdzi, że różnica płci ma większy wpływ na psychikę niż różnica etniczna, czy religijna.
Kolejnym argumentem jaki często się pojawia, jest twierdzenie, że kapłan jest tylko reprezentantem Kościoła. A zatem mogłaby go reprezentować również kobieta. To prawda, że kapłan reprezentuje Kościół, ale również (in persona Christi) reprezentuje Jego Głowę.
Często w Kościele Zachodnim porusza się fakt braku nowych powołań męskich. Tymczasem podczas mojego pobytu w Szwajcarii nie spotkałem się z tym, by w Kościołach odbywały się nabożeństwa z modlitwą o nowe powołania. Kościół Szwajcarski wychodzi z założenia, że nie potrzebuje nowych powołań, lecz, że potrzebuje nowej formy powołań.
Moim zdaniem, dużo „nowinek” wypływających z Kościołów na Zachodzie jest prowokowanych zarówno przez księży, jak i przez biskupów, nie zaś przez lud. Kapłani na ambonach publicznie zachęcają lud, by przejął inicjatywę, sądząc tym samym, że z czasem będzie ją można nazwać inicjatywą oddolną. Niektórzy bowiem kapłani wychodząc z założenia, że Bóg jest zarówno mężczyzną, jak i kobietą, wzór mszalnego błogosławieństwa zastępują słowami: Niech was błogosławi Bóg Ojciec i Matka wszechmogąca. I sam się niejednokroć z tym spotkałem.
Na zakończenie tego artykułu chciałbym pokazać jeden przykład kultu z St. Gallen. Patronką miasta i diecezji jest święta Wiborada. Została pochowana - jak głosi legenda w St. Georgen (dzielnicy St. Gallen). Imię Wiborada wywodzi się od szwajcarskich słów: Wib — czyli kobieta i rada — czyli radczyni. Zatem imię to oznacza osobę, która daje dobre rady kobietom. I tak z jednej strony Watykan wypowiada się przeciwko kapłaństwu urzędowemu kobiet, zaś z drugiej strony biskup diecezji St. Gallen poświęca obraz św. Wiborady w stule męczennicy i zachęca podległy mu lud do częstego nawiedzania i modlitw przed nim.
![]() |
1 Chodzi tutaj np. o fresk, jaki można odnaleźć w rzymskich katakumbach Pryscylii, powstały w II wieku. W kaplicy greckiej (Cappella Greca) można zauważyć 7 osób zgromadzonych wokół stołu. Jedna z nich błogosławi kielich, druga chleb, a trzecia rybę — symbol Jezusa. Umieszczone z drugiej strony kosze przypominają cud rozmnożenia chleba. Jedna z tych postaci ma na sobie welon, a więc jest to albo kobieta zamężna, albo wdowa. Przewodniczącym zatem nie jest mężczyzna, lecz kobieta.
2 Zob. Cassius, Am Anfang war die Frau w: Sonntag z 19.12. 2002 r., s. 46.
3 Zob. Dorothea McEwan, Ordynacja kobiet — żyjących tradycją w: www.womenprists.org.
4 Zob. Artykuły: Grüss Gott, Frau Priesterin, s. 62 i Weihe gegen den Papst, s. 52-61 w: FACTS z 6.06. 2003 r.
5 Zob. Wspomniana Deklaracja.
6 Jw.