|
![]() |
Spróbujmy wyobrazić sobie postać człowieka niewielkiego wzrostu, krępej budowy o dyskretnej łysinie w wieku 40 lat. Siedzącego w przegniłej celi więziennej. Być może w więzieniu w Filippi, a może Efezie czy też w Rzymie. Przekonany o swej niewinności, ale z powodu swojego fanatyzmu bez szans powodzenia na przekonanie oprawców co do niej samej. Już przecież go wychłostali, a nie robi się tego bez przyczyny. Zwłaszcza... na obywatelu rzymskim. Fakt, być może nie wiedzieli o tym. Nie wiedzieli, bo nawet go o to nie pytali. Nie pyta się człowieka o narodowość w państwie multikulturowym.
Święty Paweł — człowiek z pokolenia Beniamina a jednocześnie obywatel rzymski, od urodzenia. Faryzeusz, a jednocześnie Apostoł Chrystusa.
Paweł pisze do swojej ukochanej gminy w Filippi. Tutaj rozpoczynał swą wędrówkę po Europie, tutaj spotkał ludzi, którym zaufał do tego stopnia, żeby przyjmować od nich wsparcie finansowe. Ten dumny rzymski faryzeusz, jakkolwiek dziwnie to brzmi, niechętnie pozwalał się utrzymywać. Jeśli tylko było to możliwe, żył na własny rachunek, sam ponosił konsekwencje swoich decyzji i czynów, nawet jeśli groziło wiezienie, chłosta czy ostatecznie śmierć. Może tym łatwiej, że przecież pewny był nagrody - ...”pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie”(Flp 3,14).
Przez ponad rok pracowałem w więzieniach zarówno w Polsce jak i w Szwajcarii. Miałem więc dobry kontakt z wieloma więźniami, zarówno kobietami jak i mężczyznami. Ludźmi wielu narodowości. Bardzo często rozmawiałem z nimi próbując ich zrozumieć lub po prostu wczuć się w ich trudną sytuację. Rzadko zdarzało się by któryś z nich publicznie przyznawał się do swojej winy. Większość utrzymywała swoją niewinność. a jeśli już ktokolwiek przyznał się do niej, najczęściej tłumaczył, że został zmuszony do popełnienia przestępstwa. Albo przez innych albo przez sytuację społeczną. Do rzadkości należało również by któryś z nich stwierdził, że musi coś zrobić ze swoim życiem, że musi je zmienić. Ale zdarzały się też „cuda za kratami„.
Czytając List św. Pawła do Filipian do jego umiłowanej gminy, zastanawiałem się co chciałby nam powiedzieć. Ludziom XXI wieku. Bo przecież Biblia głosi naukę ponadczasową.
Apostoł wie za co odbywa ten wymiar kary. Za głoszenie Prawdy, ludziom, którzy nie są w stanie jej przyjąć, lub zrozumieć. i wcale się tego nie wstydzi mówiąc: „kajdany moje stały się głośne w Chrystusie w całym pretorium„ (Flp. 1, 13). Jest wręcz dumny, że cierpi dla sprawiedliwości. Co więcej jest gotowy dla niej ponieść śmierć (Flp. 1, 21). To rzadkie, by ktokolwiek dla ideałów był gotowy umrzeć. Tylko fanatyk jest do tego zdolny, bo kieruje nim wiara. a on zdolny jest do wyznawania swojej wiary i ideałów nawet za kratami. Bo wie w co, albo w kogo wierzy.
Fanatyk? Nie lubimy tego słowa. Obawiamy się go. Fanatyk to ktoś niebezpieczny, pełen nienawiści do wszystkich, którzy myślą inaczej niż on. Paweł jednak przestrzega Filipian przed taką postawą. Pisze — „Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko!” (Flp 4,5) Wyrozumiała łagodność to brzmi jak echo słów Chrystusa z krzyża „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” (Łk 23,34a). Paweł wie, że jeśli ktoś nie wierzy w Jezusa to tylko dlatego, że nie wie kim On jest, jest przecież tym któremu Bóg „darował imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano” (Flp 2, 9-10).
Paweł wie w kogo wierzy. Na pewno i daje tego dowód pisząc do Filipian wspaniały hymn o Chrystusie, człowieku — Bogu (Flp 2, 6 — 11). To też ciekawe. Nie zdarzyło mi się pracując w więzieniu by ktoś mówił: Bóg jest sprawiedliwy. Zaś święty Paweł pisze to otwarcie do swojej pierwszej wspólnoty. Do umiłowanych. Pisać list do kogoś kogo się kocha, to tak jakby pisać list miłosny: szczery, otwarty, prawdziwy. Paweł nie chce w więzieniu wyrzucać swojej nienawiści do oprawców. Nie chce, bo nie widzi takiej potrzeby. On chce ukazać swoją wiarę. Wiarę w nadzieję na miłość. Tak blisko znajdują swoje miejsce w tej celi obok skazańca trzy cnoty boskie: Wiara, Nadzieja i Miłość.
Czy można sobie wyobrazić chrześcijaństwo bez Pawła? Ja nie potrafię. To, że został wybrany tak szybko po zmartwychwstaniu, świadczy dobitnie o ogromnej roli, którą Bóg mu przeznaczył. i Paweł naprawdę podołał temu zadaniu. Tych sześć wierszy z listu do Filipian, hymn o uniżeniu, to prawdziwie Dobra Nowina. Chyba nie ma w Piśmie Świętym fragmentu, który równie pięknie i esencjonalnie przekazuje prawdę o wcieleniu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Boga i Człowieka.
Wyznanie wiary w Liście do Filipian przez Apostoła jest jakby jego spowiedzią publiczną. Jeden ze starszych misjonarzy — egzorcystów który pracuje dzisiaj w Kamerunie powiedział mi kiedyś, że przygotowanym na spowiedź publiczną może być tylko człowiek święty. Tylko taki jest w stanie stanąć przed lustrem krytyki ludzkiej.
To też jest ewenement. Pokorny Paweł w swojej zapalczywości. Ten sam, który był w stanie otwarcie sprzeciwić się Kefasowi, gdy ten nie zgadzał się z jego zdaniem. a może to jest właśnie przykład pokory ukrytej, takiej o którą chodziło Mistrzowi? Takiej która nigdy się nie obnosi?
![]() |
Paweł siedzi i myśli:”... nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem (...) i stał się człowiekiem ...” (Flp. 2, 6). Dlaczego nie skorzystał? Może dlatego by być w Pełni Bogiem i w Pełni człowiekiem. By czuć ludzki ból i ludzkie słabości. By doskonale rozumieć każdego z nas. Ale zatem każdy z nas, kto chce za nim iść i go naśladować powinien również wczuć się w jego sytuację. Powinien czuć radość z płynącej miłości i ból z zadawanej nienawiści. Ból zadawany Bogu przez nienawiść człowieka. Radość umierania. Umierania grzechu i zła w człowieku. Paweł czuł to doskonale będąc przygotowanym na śmierć. Myślę, że ten List do Filipian jest wspaniałym dowodem na istnienie głębi tajemnicy jedności Boga z człowiekiem i człowieka z Bogiem. By czuć jak On (on) i żyć jak On (on).
Przygotowany na śmierć? Więcej, pragnącym śmierci. Paweł chciał odejść lecz wiedział, że powinien wykonać Boży Plan. „Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele — to bardziej dla was konieczne.” (Flp 1, 23-24). Paweł był mistykiem, ale mocno stąpającym po ziemi, owszem On wiedział co to znaczy „być z Chrystusem”, ale też wiedział jak jego świadectwo, jego wiara, jego cierpienia są potrzebne młodziutkim gminom chrześcijańskim narażonym na ataki z zewnątrz — prześladowania, ale i od wewnątrz — podziały. Paweł używa ostrych słów wobec przeciwników prawdziwej wiary. i powołuje się na swe faryzejskie pochodzenie, jakby podkreślając, że sam obrzezany, głosi wartość duchowego obrzezania — „My bowiem jesteśmy prawdziwie ludem obrzezanym — my, którzy sprawujemy kult w Duchu Bożym i chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a nie pokładamy ufności w ciele” (Flp 3, 3)
Ale wróćmy do hymnu o kenozie...
Paweł pisze dalej: „...lecz ogołocił samego siebie przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi..”. (Flp. 2, 7)
Czy sługa może być szczęśliwy, kiedy władza w ówczesnym świecie tak smakuje, a pogarda boli? Długo zastanawiałem się nad tym wziąwszy pod uwagę tzw. „hańbiące zawody”. Teoretycznie mawiamy: żadna praca nie hańbi. Ale tylko teoretycznie. Niewiele osób jest w stanie pracować jako np. osoba czyszcząca kosze na śmieci, gdy inni nim pogardzają. Przy takiej okazji przypomina mi się człowiek z mojej parafii 95 — letni Alois. Człowiek który przez całe życie wykonywał najprostsze prace. Przez ponad 30 lat roznosił tylko gazety, przez kolejne x — lat czyścił stoły w restauracjach. a dziś jako prawie „wiekowy” człowiek na każdej Mszy świętej roznosi koszyki na ofiarę. Wewnętrznie jednak jest przekonany, że gdyby nie wykonywał tych najdrobniejszych prac ktoś inny musiałby to robić. Mało tego, jest szczęśliwy z tego powodu, że wykonywał dobrze powierzone mu prace. Czyli nawet wykonując „najlichsze” usługi można być szczęśliwym, gdy tylko wykonuje się je uczciwie.
Tymczasem Jezus jako Bóg — człowiek wszedł w hymnie pawłowym na szczyt pokory sam stając się sługą. — Paradiks: Bóg — Sługa. i Paweł doskonale to rozumie przebywając w więzieniu. On też uczciwie wykonywał swoją pracę, choć teraz przebywa za własną uczciwość w więzieniu. Poprzez przedziwne zdarzenia sam staje się więźniem ludzkiej nietolerancji i kaprysów tych którym wydaje się, że są Bogami i mają władzę nad każdym człowiekiem.
Dzisiejsze czasy niewiele różnią się od tamtych, z całą pewnością wielu to zauważa. Temat ten wychodzi nawet na forum jeśli tylko ktoś słuchał utworu Edyty Bartosiewicz — XXI wiek. w nim piosenkarka pyta otwarcie: „... może wreszcie się dowiem, dlaczego Bogiem tak bardzo chce stać się człowiek...”. Właśnie, dlaczego?
Myślę, że każdy sam potrafi dać trafną odpowiedź na postawione przez nią pytanie.
A przecież, skoro wierzymy w Jezusa Chrystusa, być Bogiem to być sługą. Tak tylko w ten sposób możemy stawać się coraz bardziej na obraz i podobieństwo Boże.
Tymczasem jak niewielu dążących do władzy myśli nad słowami lorda Actona, a szkoda: „...władza — psuje, władza absolutna — absolutnie psuje...”.
W czasach Pawła było tak samo, jak jest i dzisiaj. Ludzie, pod tym względem pozostają niezmienni. Tak samo Neron miał władzę, jak i Piłat. Tym bardziej Paweł widzi konieczność podkreślenia w liście do swojej umiłowanej gminy, że Jezus dokonał szczytu uniżenia idąc na krzyż. a może poprzez to właśnie uniżenie wszedł na szczyt, dając nam tym samym wzór postępowania — dla sprawiedliwości.
Właśnie, a kiedy my pozostajemy w więzieniu? Być może nigdy nad tym się nie zastanawialiśmy. a być może nie chcieliśmy się nad tym zastanawiać. Nad więzieniem własnej samotności, własnych błędów z których czasami trudno jest nam się wycofać, nad więzieniem własnego bólu. Myślę, że to jest właśnie więzienie człowieka współczesnego. Czy wyznajemy wówczas wiarę jak święty Paweł? Czy czasami nie widząc ratunku wołamy: Boże pomóż, bo już nie daje rady!!!? Czy też zamykamy się w sobie, lub co gorsza robimy Bogu wyrzuty.
Czy wyrzuty są najgorsze? Myślę, że nie. W zwykłych relacjach wyrzuty robimy tym od których wiele się spodziewaliśmy, oczekiwaliśmy. Nie wyrzucamy niczego obcym ludziom. Nie kłócimy, jeśli tylko potrafimy się zdystansować. To, że nas ponosi często jest sygnałem, że właśnie strasznie nam zależy. To, że czynimy wyrzuty to sygnał, że nasze wyobrażenie o rozmówcy było inne, tak naprawdę często znaczy to, że się po prostu spodziewaliśmy czegoś innego. Jak uczniowie z Emaus... „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24, 21a). i właściwie to jest moment w którym ważą się nasze losy, albo wysłuchamy tłumaczeń i otworzymy się naprawdę, jak Łukasz i Kleofas, jak Paweł pod Damaszkiem, albo pozostaniemy w naszej pretensji, że ktoś nie spełnił naszych oczekiwań jak Judasz. Ta decyzja świadczy o dojrzałości.
Słuchając przeboju grupy De Mono „wszystko jest na sprzedaż” możemy usłyszeć słowa: „sprzedajemy dziś naszą wiarę...”
No właśnie. Często mawiamy, że jesteśmy chrześcijanami, a wielu z nas wstydzi się tego. Wstydzi się powiedzieć wobec innych: Jestem dumny z tego, że jestem katolikiem. Nie wstydzę się tego. Niby w Polsce 90% społeczeństwa jest chrześcijańska, ale powoli temat wiary staje się tematem tabu.
Przed kilkoma miesiącami byłem na spotkaniu z biskupem diecezji St. Gallen (Szwajcaria) i rozmawialiśmy na temat wiary XXI wieku. Ordynariusz powiedział w pewnym momencie: Słuchaj! Pytanie dziś o wiarę (dla wielu) staje się tematem bardziej intymnym , niż pytanie o ludzką seksualność. To prawda. Świat staje na głowie. Ulicami szwajcarskich miast mogą przechadzać się tłumy ludzi różnych poglądów i orientacji seksualnych, zaś pojęcie wiary, chrześcijaństwa, katolicyzmu staje się tematem wstydliwym. Powoli wpływ tak szerokiego liberalizmu zaczyna wkradać się do Polski.
„Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań, abyście się stali bez zarzutu i bez winy jako nienaganne dzieci Boże pośród narodu zepsutego i przewrotnego” (Flp 1, 14-15a), tyle święty Paweł, ten twardy nakaz zawiera ostrzeżenie przed środowiskiem. Przed wzruszeniem ramion i stwierdzeniem, przecież wszyscy tak robią... a propos to chyba było najbardziej powszechne stwierdzenie w Sodomie i Gomorze.
To co możemy wnieść do Nowej Europy, to nasza wiara, której tam rzeczywiście brakuje. Ale by to wnieść potrzeba nam odwagi. Takiej odwagi i fanatyzmu, jaki niegdyś miał święty Paweł przebywając w więzieniu, pisząc: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” (Flp. 4, 13)
Przemów dzisiaj Pawle w swym fanatyźmie do nas. Naucz nas bronić naszej wiary, a nie z niej rezygnować.
Abyśmy nie zapomnieli, co napisałeś do Filuipian - „Trzymajcie się mocno Słowa Życia, abym mógł być dumny w dniu Chrystusa, że nie na próżno biegłem i nie na próżno się trudziłem” (Flp 1, 16)
Artur Marek Wójtowicz
Anna Bajon