Artur Marek Wójtowicz

Moje teksty

Domowe teologów rozmowy

czyli medytacja nad 1 Listem św. Pawła do Koryntian.

Korynt - miasto znane historii z wyuzdania i rozpusty. Niewielu jednak wie, że to właśnie tutaj w czasach rozkwitu chrześcijaństwa było najwięcej małżeństw mieszanych. Jeśli spojrzymy na ten fakt przez pryzmat miasta portowego szybko domyślimy się, że nie brakło także rozwodów wśród pierwszych wyznawców Chrystusa.

Doniesiono Apostołowi, przebywającemu w Efezie o problemach gminy, w której był już podczas swej pierwszej podróży misyjnej. Źle się działo wśród Koryntian. Rozwody, rozpusta, podział wewnątrz gminy, a nawet obżarstwo w czasie spotkań eucharystycznych.

A więc co było robić ... wymarzone miejsce do ewangelizacji. Nie jest sztuką "chwalić" się swoją wiarą wśród tych, co ją znają. Sztuką jest ukazanie jej owoców tym, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa. No, a rzeczą graniczącą z cudem byłoby na nowo nawrócić tych, którzy już tę wiarę porzucili.

Ale Paweł nie zrażał się przeciwnościami. Przeciwnie chętnie, tłumaczył, wyjaśniał, cierpliwie znosząc nawet prześladowania, ale kiedy trzeba było potrafił jasno powiedzieć, co wolno a czego nie można pod żadnym pozorem, co jest dobre a co przynosi szkodę. I w najbardziej dobitny sposób wskazać, co jest sensem, istotą dobrej nowiny.

"... Odrobina kwasu całe ciasto zakwasza ..." (1 Kor 5,6) - mówi święty Paweł. Echo tych słów można odnaleźć w dzisiejszym świecie. Wielu "pseudo - chrześcijanom" wydaje się, że są nimi tylko dla siebie. Że wiara jest ich prywatną sprawą. A tymczasem zapominają o tym, że każdy ich czyn przynosi jakieś owoce: dobre, bądź złe. Zatem nie jest on czynem tylko dla siebie samego ...

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że ktoś jest katolikiem czy też chrześcijaninem wierzącym, lecz nie praktykującym. Poruszając to zagadnienie przypominają mi się słowa mojego znajomego będące kpiną z "wierzących niepraktykujących": "To jest tak samo, jakby ktoś powiedział, że jest naturystą, ale nie praktykującym, bo zawsze chodzi ubrany...".

Słowo przestaje przedstawiać jakiekolwiek znaczenie, gdy nie idzie za nim potwierdzenie w postaci czynu. Ono ginie i "kpi" z tego, kto je wymówił.

Odrobina kwasu... W Koryncie, podobnie zresztą jak w Sodomie, ten kwas otaczał gminę zewsząd. Upadek był tak powszechny, że trudno się dziwić, iż dotknął także pierwszych chrześcijan. W świecie pozbawionym zasad nie trudno o relatywizm. Nie trudno o równanie poziomu w dół skoro większość jest jeszcze niżej. Ale ten pawłowy obraz... odrobina kwasu... musiał podziałać na wyobraźnię. Dalej działa!

Być może jesteśmy często więźniami własnego życia jak mówi Paweł do Koryntian (1 Kor 5,6). Być może czasami wydaje nam się, że życie wraz ze swoimi problemami przerasta nas tworząc "kajdany zmartwień". I wtedy najłatwiej uchylić się od obowiązków, postanowień, ślubów. Niczym ta kropla zakwasu staramy się tłumaczyć przed ciekawskimi, że przecież sami decydujemy, że przecież jesteśmy wolni.

Wolność człowieka, z jednej strony, i ograniczone możliwości, tym doprawdy można wytłumaczyć wszystko. Manipulowanie tymi dwoma pojęciami daje spokojny sen katu i uniewinnia oprawcę we własnych oczach. A wyrzuty sumienia łatwo nazwać głupstwem, chęć zadośćuczynienia naiwnością. Zresztą... Paweł też dostrzegał, że to co ważne "głupstwem bywa w oczach świata" i czasami jak pisał "Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga".

Niepojęta tajemnica wolnej woli człowieka. Ta wolność jest dziś najlepiej wykorzystywana w marketingu. Mając do sprzedania "niechodliwy" towar wystarczy tylko powiedzieć, że jest zakazany by gro osób go kupiło. Cena rzeczy, nieschodzącej (od miesiąca z wystawy) nagle wzrośnie, dla wielu przechodniów staje się atrakcyjną i ci, którzy ją widzieli kupią ją by w najbliższych dniach nie podrożała. Manipulacja człowiekiem nie zna granic. A ludzie niczym "małpki" dają sobą kierować. Kupią to, co jest atrakcyjne, a nie koniecznie potrzebne. Zapłacą więcej, by ktoś nie pomyślał, że kupują najtańsze rzeczy w sklepie.

A przecież w myśl Listu do Koryntian, jakie to wszystko ma znaczenie, "pokarm dla żołądka a żołądek dla pokarmu. Bóg zaś unicestwi i jedno i drugie." (1 Kor 6,13)

"... wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść ..." (1 Kor 6,12) - mówi Paweł do tłumu. Ciekawe, co kłębiło się wówczas w jego umyśle. Przecież Grecja jak do tej pory niosła tylko nadzieję: Filippi, jako symbol wiary, wzorcowe Tesaloniki (1 Tes 3,8) czy też Gościnna Berea. A teraz? Tłumy emigrantów korzystające z usług "cór koryntu", rzesza indywidualistów czyniących rozłamy, zagubiony świat.

Zaraz, zaraz... ale przecież na wszystko może być recepta, przecież Bóg nie pozostawia zagubionych samym sobie. Trzeba tylko odnaleźć medykament na uzdrowienie tego ludu. Na uzdrowienie rozbitych małżeństw czy też "nieokiełznanej" seksualności. Paweł zdawał sobie doskonale sprawę, że ma ona niesamowitą moc, pisząc o mękach w ciele.

Wiedział też o tym, że próby nie przekraczają ludzkich możliwości, choć czasem mogą się wydawać zbyt trudne. "Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać." (1 Kor 10,13b)

Jak żyć? Pytają dziś młodzi ludzie. Tak sobie myślę, że młodzi Koryntianie również borykali się z tym problemem. Paweł spieszy im z pomocą ukazując wszystkie możliwe formy życia.

Małżeństwo nie rozpadnie się, jeśli w nim jest miejsce dla Chrystusa. Jeśli on tam ma coś do powiedzenia. Jeśli oprócz własnego zdania małżonków istnieje też zaufanie i wiara. Po latach papież Klemens I (+101) powie za Apostołem Narodów w swoich kazaniach, celem stworzenia świata było wprowadzenie pokoju na nim. A co za tym idzie, jeśli w rodzinie będzie miejsce dla Chrystusa, będzie w niej również gościł jego pokój. Dalej Klemens powie, że prawdziwym wychowawcą dzieci nie są rodzice, lecz Chrystus, który mieszka w rodzinie. Zatem małżeństwo każdego z nas ma sens i może być zrealizowane tylko wtedy, gdy panuje w nim boży pokój.

Ale Paweł potrafi być także w swych radach bardzo praktyczny. Co prawda twierdzi, że "dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża" (1Kor 7, 1b-2). I wbrew powszechnemu mniemaniu, iż chrześcijanie uważają seksualność za sferę zakazaną zachęca małżonków do współżycia! "Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusiła was szatan." (1 Kor 7,5).

Jak już wcześniej pisałem Paweł naucza Koryntian również, ze samo małżeństwo nie jest tylko przyjemnością, ale również odpowiedzialnością. Jeżeli kogoś nie stać na nią lepiej by pozostał sam (1 Kor 7,1). Oczywiście przyjemnością by również było odciąć się od odpowiedzialności, a korzystać z "uciech świata". Taki model preferuje dzisiejszy świat. Tymczasem człowiek, który tylko korzystają ze świata i innych z biegiem czasu wypala się i nic po sobie nie zostawia. Prawdziwe życie polega na pozostawieniu światu nadziei na lepszy dzień.

Dalej Paweł porusza w liście temat dziewictwa dając go za wzór wytrwałości. Mieszkając w Szwajcarii wiele myślałem na ten temat. Z jednej strony "Zachód" stara się promować liberalizm i wolną wolę, zaś z drugiej jest to tylko mydlenie oczu. Dzisiejsze media lansując beztroski styl życia, ganią prywatne ideały czy myślenie. Często jest tak, że choćby młoda dziewczyna była dziewicą wstydząc się presji koleżanek nie przyzna się do tego. Więc gdzie ma sens promowanie hasła "róbta co chceta?" jeśli ci co je promują nie szanują wyboru człowieka. Nie przystoi im promowanie wartości chrześcijańskich, gdyż one zdaniem liberalizmu tylko blokują człowieka, a nie rozwijają.

To nie jest nowość. Zarówno wpółcześnie, jak i w starożytności człowiek reaguje podobnie. Zasady, które Paweł głosił Koryntianom często ich zdaniem również były "nierozwojowe", wręcz "ośmieszające", lecz to nie przeszkadzało Apostołowi ciągle głosić ich prawdziwej wartości. "...Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii..." (1 Kor 9,16) - przyznaje.

I mówi także: "My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą." (1 Kor 1, 23-24).

Ten fanatyk z Tarsu nie wstydzi się swojego posłannictwa, zna jego odpowiedzialność i stara się je realizować najlepiej jak tylko potrafi. Więcej wie, że tylko w ten sposób możliwe jest wypełnienie misji jaką otrzymał jako chrześcijanin. Misji, którą jest budowanie Świata Pokoju i Miłości

A co to jest miłość? Czy jest to tylko sex? Zakochanie?

Prawdziwą receptę na miłość daje Paweł w słynnym Hymnie o miłości (1 Kor 13, 1-13). Receptę na to, czego naprawdę potrzebują Koryntianie by stanąć na "nogach chrześcijaństwa" - Wiary, Nadziei i Miłości.

Kiedyś widziałem napis na murze: "Kocha się raz, potem się już tylko udaje". Napis, który ukazuje potęgę miłości. Jej siłę, a jednocześnie odpowiedzialność za siebie i drugiego człowieka.

Kończąc swój list pisze Paweł, że najlepiej miłość zostaje ukazana w Ewangelii i wszyscy przez nią zostaniemy zbawienie o ile... ją zachowamy (1 Kor 15,2).

Ten list jest czymś niesamowitym. Daje wskazówki praktyczne, cudowny hymn o miłości, formułuje słowa przemienienia eucharystycznego i wskazuje na centralne miejsce zmartwychwstania w Dobrej Nowinie. Pisze o tym w odpowiedzi na docierające do niego informacje o powątpiewaniu Koryntian w prawdziwość chrystusowego zmartwychwstania. Posuwa się do tego, iż uznaje, że niewiara w zmartwychwstanie przekreśla sens wcielenia. "Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystusnie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także nasza wiara." (1 Kor 15,12-14) I w ten sposób Paweł wskazje na centralne wydarzenie w dziejąch świata. Chrześcijaństwo to religia wykraczająca poza okowy śmierci. Naszym celem jest zmartwychwstanie. I tak jak męka i śmierć Chrystusa nie była jego celem, bo celem było wykupienie naszych win, tak troski i bolączki, a niekiedy autentyczne cierpienie nie jest dla chrześcijanina ponurym umartwianiem się ale drogą do radości niezniszczalnej.

Artur Marek Wójtowicz

Anna Bajon

Zdjęcia

  1. Korynt - fot. Artur Marek Wójtowicz
  2. Akrokorynt - fot. Artur Marek Wójtowicz

powrót


© A.Bajon@ux.com.pl