Artur Marek Wójtowicz

Dzien 11 - 12

"...mimo upalu ruszamy w strone Salonik. Ania wsciekla jak osa, ja spokojny jak baranek" - zamasistym ruchem wpisala Ania do naszego dziennika podrózy. No tak juz pojawily sie smutne chwile, bo przed nami pozostalo juz niewiele. Tak wiec pobyt w Grecji powoli sie konczy. Chcielismy ten dzien poswiecic na odpoczynek, ale nie bardzo nam sie to udalo, bo dosc duzo czasu stracilismy w Salonikach szukajac kampingu. Ale wrócmy do naszego wyjazdu. Wyjechalismy najpierw na droge w kierunku Kozani (E 15) i dalej E 4 na droge do Veri. Tutaj powrócily nam wspomnienia. Przeciez przed tygodniem bylismy tutaj zwiedzajac te ruiny. A to bylo przeciez tak niedawno. Z Verii az do Tesalonik jechalismy autostrada. Samo miasto postanowilismy sobie zostawic na nastepny dzien.

To był dziwny dzień, najbardziej milczący dzień naszej podróży i chyba dzięki temu najwięcej zobaczyliśmy i usłyszeliśmy, tego co wokół i tego co w nas... no i gdzieś w zakamarkach naszych wyobraźni majaczył cień podążającego przed nami Pawła-Szawła, dumnego, pewnego swoich racji i próbującego być wszystkim dla wszystkich.

Najpierw chcielismy sie rozbic na Campingu w Kalamarii przez wzglad na niewielka odleglosc od centrum, ale niestety byl on zamkniety. Pomimo tego, ze nikt go nie pilnowal nawet nie próbowalismy sie rozbijac "na dziko", gdyz wiekszosc pól namiotowach w Grecji jest monitorowana, a za takie biwakowanie sa podobno wysokie kary. "Zasiegnowszy jezyka" udalismy sie w kierunku Pólwyspu Chakidiki na Kamping o nazwie Epanomi. No tez nam troszke zeszlo by go odnalesc bo jacys dowcipni Grecy poprzestawiali kierunkowskazy do niego. Kiedy spytalem miejscowych robotników o droge wskazali mi calkiem przeciwny kierunek. "To prawda, ze kierunkowskaz jest przestawiony, ale nie chce nam sie go przestawiac" - odpowiedzieli. Maja poczucie humoru ci Grecy ;-))). Ale cale szczescie, ze dotarlismy do Epanomi, cali.

Po poludniu dotarlismy do Campingu "Philoxenia" mieszczacego sie 2 kilometry przed Kalambaka od strony Trikali. Sympatyczny, skromny w cieniu z basenem i w dodatku niedrogi: 2 osoby + samochód + namiot tylko 15 Euro. Jeden z lepszych kampingów jakie do tej pory spotkalismy. Godny polecenia. No a szef tego calego pola... Lepszego nie znajdziecie. Choc cialo jego brzytwy nie widzialo - przemily to facet.

Camping jest polozony w odleglosci okolo 20 km od Tesalonik. Jest duzy nad woda i czynny caly rok. No a co najwazniejsze, niedrogi. (samochód + namiot + 2 osoby = 15,5 Euro). Jak sie okazalo tutaj wlasnie zadzialala nam kamerka wiec moglismy ja naladowac by nastepnego dnia móc nakrecic maly filmik ;-)))

Dobrze, że niektórzy z nas robili notatki, mnie się te kempingi mieszają, nigdy nie wiem, gdzie był który, dopiero kiedy oglądam foldery, zaczyna mi się wszystko w głowie układać, ale w tej kwestii można mieć pełne zaufanie do Marka, on z cała pewnością ma dobre dane.

Same Tesaloniki zostaly zalozone w V wieku przed Chrystusem przez Atenczyków. Byl to oficjalny port i stolica rzymskiej prowincji Macedonia. W 315 r. przed Chrystusem niejaki Kassander (gen. Aleksandra Wielkiego) nazwal to miasto Tesalonikami na czesc swojej zony i córki Aleksandra Wielkiego - Tesaloniki. Bylo to trzecie "pawlowe" miasto do jakiego dotarlismy. Róznica miedzy nami a nim byla taka, ze obiekty jego zainteresowac zwiedzalismy w przeciwnym kierunku. On byl w Tesalonikach na poczatku, my pod koniec naszej wyprawy:

"...Przeszli przez Amfipolis i Apolonie i przybyli do Tesaloniki, gdzie Zydzi mieli synagoge. Pawel wedlug swego zwyczaju wszedl do nich i przez trzy szabaty rozprawial z nimi. Na podstawie Pisma wyjasnial i nauczal: "Mesjasz musial cierpiec i zmartwychwstac. Jezus, którego wam glosze, jest tym Mesjaszem". Niektórzy z nich, a takze pokazna liczba poboznych Greków i niemalo znamienitych kobiet uwierzylo i przylaczylo sie do Pawla i Sylasa. Wtedy zazdrosni Zydzi, dobrawszy sobie jakies szumowiny z rynku, wywolali tlumne zbiegowisko, podburzyli miasto, naszli dom Jazona i szukali ich, aby stawic przed ludem. Nie znalezli ich jednak. Wlekli wiec Jazona i niektórych braci przed politarchów, krzyczac: "Ludzie, którzy podburzaja caly swiat, przyszli tez tutaj, a Jazon ich przyjal. Oni wszyscy wystepuja przeciwko rozkazom Cezara, gloszac, ze jest inny król, Jezus". Podburzyli tlum i politarchów, którzy tego sluchali, ale po wzieciu poreki od Jazona i innych, zwolnili ich...." (Dz. 17, 1 - 9)

Swiety Pawel przybyl tutaj w 50 r. i mial nie latwe zadanie. Bo wlasnie tutaj bylonajwieksze skupisko prozelitów a co za tym idzie najwieksze problemy z rozwodami wsród pierwszych chrzescijan.

12 dnia naszej podrózy dotarlismy i my tutaj. Grecy to bardzo orginalny naród pokazujac lewa reke, tlumacza "skrec w prawo". I kolejna ciekawostka: caly czas stojac w korkach albo migaja swiatlami awaryjnymi, albo glosno "klaksonuja" swoja obecnosc na drodze. No i po za tym wyznaja zasade, ze nigdzie tak dobrze sie w miescie nie parkuje jak na "zakazie zatrzymywania sie i postoju". Do Tesalonik nie mozna po prostu wjechac i spokojnie zaparkowac. Ciekawe, czy jak sw. Pawel tutaj przybyl na osle mial tez z tym problemy? Popuscmy wodze fantazji widzac korek " z oslów" wjezdzajacych do Stolicy ówczesnej Macedonii. Gdzieniegdzie osiol z poobijanym tylem na wskutek parkowania, lub tez osiol stojacy na awaryjnych i migajacy uszami (bo ówczesny swiat nie znal jeszcze lampek) ;-)))) A co gorsza 2 osly zaparkowane równolegle. Czasami zastanawialem sie próbujac zaparkowac samochód czy wlasciciele tych oslów (dzisiejszych samochodów) sami nie sa oslami drogowymi.

Horror! Zrobilismy dwa kółka i kiedy po raz trzeci wjeżdżaliśmy w centrum Marek powiedział "jeszcze jedno kółko i wracamy", na szczęście udało nam się znaleźć maleńkie miejsce jakby skrojone na matizika :).

No ale w koncu zaparkowalismy nasz wehikul niedaleko Rotundy i stad rozpoczelismy nasze zwiedzanie Salonik.

Jest to najciekawszy wolno stojacy zabytek z czasów rzymskich, zamieniony pózniej w niezwykly kosciól Ágios Geórgios (sw. Jerzego). Pierwotnie mialo to byc mauzoleum cesarskie (przypuszczalnie Galeriusza), nigdy jednak nie zostalo wykorzystane w tym celu; w IV w. chrzescijanie przeksztalcili rotunde w kosciól, dodajac prezbiterium, absyde, przedsionek i bogate mozaiki. Nastepnie powstal tu jeden z glównych meczetów w miescie; pozostal po nim minaret. Po dlugotrwalych pracach remontowych koniecznych po trzesieniu ziemi w 1978 r. wnetrza swiatyni udostepniono zwiedzajacym.

Obiekt stanowi obowiazkowy punkt zwiedzania z uwagi na wspaniale mozaiki, najwspanialszy przyklad stylu tamtej epoki poza Konstantynopolem i Rawenna. Te, które mozna juz obejrzec w poludniowej czesci sklepienia, przedstawiaja róznorodne gatunki ptaków - w poludniowo-wschodniej czesci kaczki, kuropatwy i pawie. Na sklepieniu uszkodzonej kopuly znajduje sie glowa mitycznego feniksa wraz z aniolami umieszczonymi na zewnatrz okregu teczy. Niedlugo juz maja zostac zdjete rusztowania z czesci tuz pod kopula, gdzie znajduje sie 15 naturalistycznie przedstawionych swietych i wielu rzymskich zolnierzy-meczenników. Umieszczone nad nimi fantazyjne ornamenty, na których przysiadly pawie i rajskie ptaki, maja symbolizowac Niebianskie Miasto.

Rotunda pierwotnie byla czescia wiekszego kompleksu laczacego Luk Galeriusza z rzymskimi palacami i hipodromem. Luk (obecnie takze otoczony rusztowaniami, które maja zapobiec runieciu budowli nadwerezonej zanieczyszczeniami atmosferycznymi) stanowi jedyny ocalaly fragment zwienczonego kopula pasazu, prowadzacego niegdys do palaców. Zbudowano go dla uczczenia zwyciestwa cesarza nad Persami w 297 r. n.e.; plaskorzezby na filarach przedstawiaja sceny bitewne oraz gloryfikowane wizerunki samego Galeriusza. Skromne resztki palacu Galeriusza zobaczyc mozna ponizej poziomu wspólczesnej ulicy, przy zamknietej dla samochodów Dimitríou Goúnari i jej przedluzeniu, Platía Navarínou.

Zwiedziwszy Rotunde i otaczajacy ja rynek, na którym mozna spotkac kobiety owiniete w czarne plachty i sprzedajace wszechobecne ouzo. Ale nie tylko wlasnie w tej okolicy unosi sie nad miastem wspanialy zapach oliwek i ryb.

Niesamowite wrażenie. Owszem ryby pewnie nie cuchną tak jak za czasów pawłowych (chłodnicze lady robią swoje!), ale przedpołudniowy targ wypełniony kolorowymi owocami, głośnymi kobietami i nadzwyczajnym zapachem różnych rodzajów oliwek, także tych wędzonych... mmmm... tego nie da się zachować inaczej jak w pamięci.

Dalej poszlismy w kierunku zatoki gdzie wedlug naszego rozeznania miala znajdowac sie slawetna biala wieza, zwana przez Greków - Lefkós Pyrgos:

Za czasów bizantyjskich i tureckich stanowila ona poludniowo-wschodni naroznik miejskich murów obronnych, zburzonych w wiekszej czesci pod koniec XIX w. Wczesniej zwano ja Krwawa Wieza, poniewaz wewnatrz miescilo sie wiezienie, a w 1826 r. Turcy wymordowali tu janczarów.

Po I wojnie swiatowej Grecy wybielili i budynek, i wyobrazenie o nim; rozebrali tez wielokatne ogrodzenie zewnetrzne, postawione przez Turków w 1875 r. Dzisiaj pozbawiona dawnej bieli budowla wyglada nieco teatralnie w swym odosobnieniu, niemniej jednak pozostaje pelnym wdzieku symbolem, który przez lata wykorzystywano jako tlo w wieczornych dziennikach telewizyjnych.

Wieze odnowiono w 1985 r. z okazji 2300 lat istnienia Salonik; obecnie miesci sie w niej niewielkie, lecz dobrze prezentujace sie muzeum swieckiej i sakralnej sztuki bizantyjskiej (ikony, bizuteria, ceramika, wyroby z metalu, numizmaty) oraz wystawy poswiecone historii miasta. Z kawiarni na szczycie mozna podziwiac piekne widoki, do wizyty zachecaja tez umiarkowane ceny. No a samo wejscie na wieze jest bezplatne.

No i zobaczyliśmy zatokę do której zawinął Paweł. My z maleńkimi podręcznymi bagażami, on obciążony warsztatem (bądź co bądź utrzymywał się z producji namiotów), musiał mieć też coś co chroniło go w czasie podrózy od wiatru i deszczu, a także zapas jedzenia, kapitan statku za jego czasów zapewniał pasażerom tylko słodką wode... patrząc na zatokę to wszystko odżywało w pamięci.

Obok wiezy mozna dostrzec potezny pomnik przedstawiajacy Aleksandra Wielkiego na koniu. Ten bohater niewatpliwie wzywa Greków do walki o wolnosc. Ale dlaczego jest on ustawiony w kierynku wschodnim, ku najbarcziej nielubianym sasiadom? ;-)))

Dalej cofnelismy sie troszeczke w kierunku centrum by odnalesc Muzeum Archeologiczne. Chcielismy je zwiedzic jakoze muzeum w Atenych bylo nieczynne. Ale tak sobie mysle, ze chyba tego typu muzea strajkuja ostatnio. Wprawdzie to bylo czynne, nawet za darmo, ale tylko przez wzglad na remont, a co za tym idzie nieukazywanie wszystkich eksponatów. Miesci sie ono przy dziwacznie nazwanej Platía CH.A.N.T.H (YMCA).

Najwięszą zaletą muzeów w upalny dzień jest... klimatyzacja! :)

Galeria glówna, na wprost wejscia, poswiecona jest bogatym znaleziskom z nekropolii w starozytnym Sindos, lezacym kilka kilometrów na pólnoc od wspólczesnego miasta. Lewe skrzydlo muzeum miesci sztuke hellenska i rzymska - szczególnie warte uwagi sa przesliczne ptaki z wydmuchanego szkla, znalezione w kurhanach na nizinie wokól Salonik.

Wszystkie te eksponaty stanowia jednak tylko wstep do wystawy skarbów Werginy, znajdujacej sie w poludniowej czesci muzeum. Wystawiono tu (i szczególowo opisano po grecku i angielsku) znaleziska z królewskich grobowców Filipa II Macedonskiego (ojca Aleksandra Wielkiego) i innych wladców pochowanych w starozytnej stolicy Macedonii, Aigai (wspólczesna Wergin). Uwage przyciagaja przede wszystkim niesamowite ilosci wyrobów ze zlota i srebra - masek, wienców, naszyjników, kolczyków i bransolet - dowodzace niezwyklego kunsztu twórców i bogactwa pomyslów; sa tu równiez wyroby z kosci sloniowej i brazu.

Z innych obiektów mozna wymienic srebrne sito do odcedzania wina, z raczkami w ksztalcie glówek gesi, dziurkowany abazur z brazu i ogromny krater z brazu, pochodzacy z niewielkich wykopalisk w Dervéni, bogato zdobiony scenami z zycia boga Dionizosa i stanowiacy jakby zapowiedz stylu barokowego. Jednakze najbardziej podziwiane eksponaty - dwie zlote urny (larnaksy) zawierajace popioly Filipa II i jego malzonki, a takze kolekcja zlotych wienców ze splecionych lisci debu - powrócily do Werginy, a szkielet króla nie jest juz wystawiany.

Sala złota w muzeum wygląda jakby jej eksponaty były nowe tylko lekko pogniecione. Kiedy zwiedzający troszkę mocniej stąpnie delikatne liski jeszcze drżą, jak niegdyś na głowach bogatych właścicieli. Niesamowite wrażenie.

Na podstawie tych i innych znalezisk mozna przesledzic cala historie dynastii i panstwa macedonskiego. Ma to dodatkowa wymowe polityczna, odkrycia w Werginie posluzyly bowiem Grekom do udowodnienia "greckosci" wspólczesnych prowincji Macedonii i Tracji. Choc obszary te moga wydawac sie nierozerwalnie zwiazane z Grecja, byly jeszcze stosunkowo niedawno okupowane przez Turków i Bulgarów, i to równiez stanowi element ich politycznej historii, wciaz zywej w pamieci Greków. W sporach terytorialnych znalazlo sie tez miejsce dla starozytnych wykopalisk: kiedy w czasie II wojny swiatowej czesc Grecji zajeli Bulgarzy, celowo niszczyli pozostalosci po "greckiej Macedonii" i "greckiej Tracji". Z tej tez przyczyny archeologia w pólnocnej Grecji zawsze byla domena tylez specjalistów, co nacjonalistów - równiez samo muzeum doskonale wywiazuje sie z zadan "edukacyjnych".

Idac w kierunku Agia Sofia zajrzelismy po drodze do starej lazni tureckiej i na forum rzymskie. Nie wiem czy w lazni byl swiety Pawel, ale na forum z pewnoscia ;-)))

Zbudowany w VIII w. kosciól Agía Sofía (niestety byl zamkniety wiec nie bylismy w srodku), miedzy Egnatía a Navarínou wzorowany byl na slawnym konstantynopolskim imienniku. Wzniesiono go na miejscu starszej bazyliki, której jedyne slady w postaci agíasma, czyli swietej studni Jana Chrzciciela, obejrzec mozna kilka kroków dalej na poludnie, ponizej poziomu ulicy. Sama studnia z kolei byla pierwotnie rzymskim nimfeum (poswiecona nimfom budowla stanowiaca oprawe zródla lub miejsca rozdzialu wody plynacej z akweduktów).

Kopule Agíi Sofíi (10 m srednicy) zdobi wspaniala mozaika Wniebowstapienie (do jej ogladania potrzebna jest lornetka teatralna). Kopule odnowiono pod koniec lat 80., reszta wnetrz zostala pokryta nowymi tynkami po pozarze w 1917 r. Druga piekna mozaika, która zastapila wczesniejszy krzyz (na co wskazuja wyrazne slady) z okresu ikonoklazmu (ruchu religijnego przeciwstawiajacego sie oddawaniu czci obrazom i figurom), to umieszczona w apsydzie Matka Boska na tronie.

Na zewnatrz, od pólnocnej strony obiektu, znajduje sie dziwaczna wieza z epoki imperium osmanskiego. Nie jest to minaret - ten stal po stronie poludniowej i zostal zburzony po 1912 r. Wieza stracila kopule w tym samym czasie, kiedy zniszczono bizantyjski portyk znajdujacy sie po stronie zachodniej.

Taaaaa bylo juz poludnie i czas bylo pozegnac sie z Tesalonikami. Ruszylismy wiec "szlakiem pawlowym" przez Amfipolis i Apolonie (trasa E 16) w kierunku Kawali (E 90) I dalej az do Turcji. Jezeli ktos na podstawie Dziejów Apostolskich planowalby podróz po Grecji móglby sie niemalo rozczarowac. Autor nie podawal ani szczególów Podrózy Apostolskich, ani tymbardziej faktów historycznych. Tak samo sw. Pawel zdawal sie nie przywiazywac do tego typu faktów wiekszej uwagi. Dla niego wazne byly efekty i owoce jego pracy.

W pierwotnym zamysle mialem ochote podjechac do Republiki Mnichów na górze Athos, ale nie zdazylem wyrobic sobie odpowiedniej wizy, a i czas naglil. Ostatnio w Grecji sa dosc czesto w telewizji ostre dyskusje dotyczace tej dyskryminacji turystów. Wielu z nich twierdzi, ze poniewaz Grecja nalezy do Unii Europejskiej nie powinna miec granic z Republika Athos, a tymbardziej wiz. No ale Mnisi zapowiedzieli, ze beda walczyc by utrzymac swa niepodleglosc ;-)))) Od Pólwyspu Athos az do Kawali wiedzie przepiekna droga nad zatoka.

Podróż była prześliczna, wybrana przez Marka trasa wiodła nas samym brzegiem morza, to zbliżaliśmy się do niego, to lekko oddalali, ale niemal nie traciliśmy tego widoku.

Z Góra Athos jest równiez zwiazana kolejna mariologiczna legenda. Grecy mawiaja, ze pewnego razu gdy Maryja plynela na Cypr wiatry przygnaly ja do brzegów Athos. Zachwycona jej pieknem poblogoslawila ja i wlasnie owocem tego jest dzisiejsze zycie monastyczne na tym terenie. Ci Grecy maja najwidoczniej obraz Matki Boskiej - Podrózniczki, podkreslajac jej wycieczki, a to do Kalambaki, a to znów na Athos. Zapomnieli jednak, ze dzic na Athos nie moze wejsc zadna kobieta. Zatem Matka Boska bylaby ostatnia kobieta, która te tereny widziala ;-))) A po zatym po jaki gwint Matka Boska mialaby plynac na Cypr, chyba tylko po to by jako Matka Jezusa szukala sw. Pawla by zrobic z nim porzadek za to, ze stawia sie sw. Piotrowi ;-)))

W drodze do Kawali mijalismy równiez rodzinne miasto Arystotelesa - Stagire. Nie sposób go nie dostrzec, gdy zaraz przy drodze mija sie potezny pomnik poswiecony temu filozofowi.

I tak dotarlismy do dzisiejszej Kawali znanej w czasach sw. Pawla pod nazwa Neapolis. Dzis jest to drugie co do wielkosci miasto w Macedonii i glówny port w Pólnocnej Grecji. To wlasnie tutaj byl najwazniejszy port dla wszystkich statków przybywajacych z Bliskiego Wschodu I tu tez podczas pierwszej podrózy do Europy wyladowal Pawel w drodze do Filippi w 49 r. Natomiast my na 40 km przed Kawala minelismy 4 000 kilometr naszej wyprawy.

Autostrada do Kawali wiedzie przez przepiekne okolice co i raz przetykane tunelami. Zaraz za miastem jadac w kierunku Xanthi nad sama woda znalezlismy kamping o nazwie "Irini". Miejsce polozone nad morzem wspaniale nadaje sie do medytacji, a i gospodarz o czole lagodnie przechodzacym w plecy (by wrecz nie powiedziec lysy) mówiacy lamana polszczyzna robi wspaniala atmosfere.

Ostatni nocleg w Grecji spedzilismy na brzegu spogladajac w kierunku wyspy Thassos i Samotraki, skad przybyl tutaj sw. Pawel (Dz. 15, 11). No oczywiscie gdy zapadl zmrok wskoczylismy jeszcze do wody. Plywajac caly czas zastanawialem sie dlaczego nie ma tutaj ryb, choc woda jest czysta. Zastanawialem sie do momentu, gdy zobaczylem jak Ania o posturze "Hipka Srodkowoeuropejskiego" wchodzi do wody w butach. Moze wlasnie na widok tych butów wszystkie uciekly. Buty to maly problem. Tymczasem widzac moje przerazenie zapytala mnie jeszcze: "jak Hipki plywaja - pieskiem?". "No chyba nie kraulem" odpowiedzialem jej i dalem nura pod wode wyobrazajac sobie hipopotama plywajacego "kraulem".

Wieczorny pobyt nad zatoką i pożenanie z morzem, nieco melancholijne, ale miłe. Zostaliśmy sami i nikt nie przeszkadzał w "nocnych Polaków rozmowach", po których jedyny raz w tej podróży zostały nam ślady ukąszeń komarów.

Konczylismy nasza podróz po Grecji w miejscu gdzie sw. Pawel ja rozpoczynal. Kto wie? Byc moze teraz nastapi w naszym zyciu prawdziwa podróz "sladami sw. Pawla".

powrót
 


© A.Bajon@ux.com.pl