Artur Marek Wójtowicz

Dzien 13 - 15

Poniewaz zdaniem Ani mielismy wyjezdzac z Grecji noca by w ten sposób minac upaly, postanowilismy jeszcze za dnia (cale przedpoludnie) pobaraszkowac na plazy. Reasumujac cala wyprawe i robiac wycieczke do supermarketu po rzeczy niezbedne na droge.

Poniewaz sw. Pawel szyl namioty , my równiez spalismy w namiotach. Wiec nasze noclegi stosunkowo nie byly drogie. Kamping "Irini" w Kawali kosztowal nas 18 Euro.

Zyd z pokolenia Beniamina, a jednoczesnie obywatel rzymski wlasnie tutaj rozpoczal w 49/50 r. swoja wyprawe do Europy (symbole "Apg." oznaczaja Dzieje Apostolskie).

Z wszystkich miast wymienionych w Dziejach Apostolskich i nalezacych do Grecji, idac szlakiem sw. Pawla nie dotarlismy jedynie do Kenchr (lezacych w poblizu Koryntu - Dz. 18, 18) gdzie Pawel sie ostrzygl na znak slubów i goscinnej Beroi (Dz. 17, 10 - 14) polozonej niedaleko Tesalonik.

Dzis natomiast na popoludnie pozostawilismy sobie pierwsza i umilowana gmine pawlowa - Filippi. Za czasów Apostola bylo to potezne miasto, zas dzis pozostaly tu tylko ruiny lezace przy drodze wiodacej do Dramy (E 12).

Filippi czy tez Philippoi zostalo tak nazwane na czesc Filipa II Macedonskiego, ojca Aleksandra Wielkiego, , który w 356 r. przed Chrystusem odbil miasto z rak Traków. Przywileje rzymskiej koloni natomiast otrzymalo miasto od Cezara Augusta.

Tutaj tez Cassius i Brutus jako ostatni republikanie planowali dokonanie mordu na Galiuszu Juliuszu Cezarze. I tutaj tez zostaly w 42 r. (przed Chrystusem) ich wojska rozgromione przez oddzialy Antoniusza i Oktawiana, kiedy uciekali z Rzymu. Po klesce najpierw Cassius a potem Brutus popelnil samobójstwo wypowiadajac slowa: "Cezarze duch twój niechaj spi w Erbie; Chetniej niz ciebie usmiercam dzis siebie". Pewnie Brutus przypomnial sobie w ostatniej chwili jak 35 - cioma pchnieciami noza zabil Cezara.

Pawel przybyl tutaj w 49/50 r. I choc wlasnie tutaj zostal wtracony do wiezienia (które ogladalismy) nadal palal miloscia do swojej pierwszej, umilowanej wspólnoty. Bo przeciez to wlasnie Lidia, wdowa po handlarzu purpur zalozyla tutaj pierwsza chrzescijanska grupe kobiet. (Flp 4, 15). Powrócmy zatem do tamtych dni:

"...W tym miescie spedzilismy kilka dni. W szabat wyszlismy za brame nad rzeke, gdzie - jak sadzilismy - bylo miejsce modlitwy. I usiadlszy rozmawialismy z kobietami, które sie zeszly. Przysluchiwala sie nam tez pewna "bojaca sie Boga" kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawala purpure. Pan otworzyl jej serce, tak ze uwaznie sluchala slów Pawla. Kiedy zostala ochrzczona razem ze swym domem, poprosila nas: "Jezeli uwazacie mnie za wierna Panu - powiedziala - to przyjdzcie do mego domu i zamieszkajcie w nim!". I wymogla to na nas.

Kiedysmy szli na miejsce modlitwy, zabiegla nam droge jakas niewolnica, opetana przez ducha, który wrózyl. Przynosila ona duzy dochód swym panom. Ona to, biegnac za Pawlem i za nami wolala: "Ci ludzie sa slugami Boga Najwyzszego, oni wam glosza droge zbawienia". Czynila to przez wiele dni, az Pawel majac dosc tego, odwrócil sie i powiedzial do ducha: "Rozkazuje ci w imie Jezusa Chrystusa, abys z niej wyszedl". I w tejze chwili wyszedl. Gdy panowie jej spostrzegli, ze przepadla nadzieja ich zysku, pochwycili Pawla i Sylasa, zawlekli na rynek przed wladze, stawili przed pretorami i powiedzieli: "Ci ludzie sieja niepokój w naszym miescie. Sa Zydami i glosza obyczaje, których my, Rzymianie, nie mozemy przyjmowac ani stosowac sie do nich". Zbiegl sie tlum przeciwko nim, a pretorzy kazali zedrzec z nich szaty i siec ich rózgami. Po wymierzeniu wielu razów wtracili ich do wiezienia, przykazujac straznikowi, aby ich dobrze pilnowal. Otrzymawszy taki rozkaz, wtracil ich do wewnetrznego lochu i dla bezpieczenstwa zakul im nogi w dyby.

O pólnocy Pawel i Sylas modlili sie, spiewajac hymny Bogu. A wiezniowie im sie przysluchiwali. Nagle powstalo silne trzesienie ziemi, tak ze zachwialy sie fundamenty wiezienia. Natychmiast otwarly sie wszystkie drzwi i ze wszystkich opadly kajdany. Gdy straznik zerwal sie ze snu i zobaczyl drzwi wiezienia otwarte, dobyl miecza i chcial sie zabic, sadzac, ze wiezniowie uciekli. "Nie czyn sobie nic zlego, bo jestesmy tu wszyscy!" - krzyknal Pawel na caly glos. Wtedy [tamten] zazadal swiatla, wskoczyl [do lochu] i przypadl drzacy do stóp Pawla i Sylasa. A wyprowadziwszy ich na zewnatrz rzekl: "Panowie, co mam czynic, aby sie zbawic?" "Uwierz w Pana Jezusa - odpowiedzieli mu - a zbawisz siebie i swój dom". Opowiedzieli wiec nauke Pana jemu i wszystkim jego domownikom. Tej samej godziny w nocy wzial ich z soba, obmyl rany i natychmiast przyjal chrzest wraz z calym swym domem. Wprowadzil ich tez do swego mieszkania, zastawil stól i razem z calym domem cieszyl sie bardzo, ze uwierzyl Bogu.

Kiedy nastal dzien, pretorzy poslali liktorów z rozkazem: "Zwolnij tych ludzi!" Straznik wiezienia oznajmil Pawlowi ten rozkaz: "Pretorzy przyslali, aby was wypuscic. Wyjdzcie wiec teraz i idzcie w pokoju!" Ale Pawel powiedzial do nich: "Publicznie, bez sadu biczowali nas, obywateli rzymskich, i wtracili do wiezienia, a teraz cichaczem nas wyrzucaja? O, nie! Niech tu sami przyjda i wyprowadza nas!" Liktorzy oznajmili te slowa pretorom. Ci przestraszyli sie uslyszawszy, ze [tamci] sa Rzymianami. Przyszli, przeprosili ich i wyprowadziwszy prosili, aby opuscili miasto. Oni zas, wyszedlszy z wiezienia, wstapili do Lidii, zobaczyli sie z bracmi, pocieszyli ich i odeszli...." (Dz. 16, 13 - 40)

Cala ta historia z niewolnica przypomina mi parodie ewangelii wyrezyserowana przez Monty Paytona - "Zywot Brayana". Jest tam moment w którym Jezus uzdrawia bodajze jakiegos slepca, ten zamiast sie cieszyc wstaje i zaczyna przeklinac, bo tracac prawo do zebractwa stal sie bezrobotnym. Byc moze wlasciciele tej niewolnicy równiez sie w pewnym momencie obudzili, gdy Pawel w gniewie wyrzucil z "ich wlasnosci" ducha przepowiadania. Przepadl duch a wraz z nim i finanse ;-)))

A teraz tak na powaznie, warto jest tam zajrzec, mozna tedy latwiej zrozumiec intencje listu jaki Pawel pisal do tej wspólnoty. Serdecznie zachecam do odwiedzenia Filippi ;-)))) A po takiej wycieczce zrozumiemy tego awanturnika, bo jak zwykl mawiac nasz znajomy wieszcz Kozubek: "wszyscy jestesmy wychowani na tej samej mitologii".

O Ty, Filippi! Nie jesteś zgoła najmniejsze spośród miast greckich... chciało by się powiedzieć parafrazując Micheasza... ruiny zajmują ogromną przestrzeń i są... puste. Spotkaliśmy tu zaledwie kilka osób. Byliśmy w teatrze, przespacerowalismy się drogą rzymską i zajrzeliśmy w cień starożytnego więzienia, ponoć tego w którym przetrzymywano Pawła. A więc stąpalimy naprawdę jego śladami. Ostatni dzień naszego pobytu zbliżył nas do Niego najbardziej.

Jeszcze tylko zapytalismy o droge w kierunku na Serres (E 12) i dalej na Kulate (E 79) i ruszylismy w droge. Odpowiedz otrzymalismy szybko od szczerze usmiechajacego sie Greka, który byl zywa antyreklama stomatologii greckiej. Juz wówczas zrozumialem sens slów zawartych w piosence "w prosektorium" spiewanej w trójkowej "Rodzinie Poszepszynskich": "Szczerze szczerzac zabki swe".

Jeszcze ostatnie tankowanie w Grecji i teraz moglismy juz na pelnych obrotach jechac do granicy z Bulgaria.

Ludzie nie bójcie sie greckiej policji - bo jej tu nie ma!!!

Okolo 18.30 zajechalismy na przejscie graniczne w Kulacie. Najpierw musielismy troszke postac, bo Bulgarzy nie byli skorzy do przepuszczania samochodów. Trudno im sie dziwic, w koncu taki tam dobrobyt ;-)))) O 20 na granicy Kulatczycy wylaczyli prad. Wygladalo to dosyc interesujaco bo u Greków on byl a my stalismy w ciemnosciach.

No ale bajorko z dezynfekcja bylo tu nowoczesniejsze i choc nie polewano samochodów zadnym plynem, a kola Tirów przejezdzaly po suchym betonie nalezalo zaplacic 12 Euro. Tak sie zastanawialem. Teraz Bulgarzy zbieraja po 12 Euro na budowe dróg i autostrad, a jak juz uzbieraja i je wybuduja to z pewnoscia postawia na nich "bramki" by pobierac kolejne oplaty ;-))) Tak sobie pomyslelismy, ze jezeli dojedziemy do Sofi w okolicach godziny 23 to jeszcze wskoczymy do miasta na kawe, by troszke odsapnac. Snujac te plany nie domyslalismy sie jeszcze co nas czeka ;-)))) Horror dopiero sie zaczynal ;-))))

Trase przez Bulgarie noca pragnalbym polecic dla ludziom cierpiacym na bezsennosc z grubym portfelem. Z Kulaty w kierunku Sofji podobno mozna jechac trasa szybkiego ruchu gdzie nalezy w stolicy Bulgarii skrecic na autostrade Sofia - Nisz. No brzmi ladnie , przynajmniej w teorii. A jak bylo w praktyce? Na calej trasie co mniej wiecej 200 - 500 metrów byly ograniczenia predkosci do 40 km/h. Tak wiec okolo 250 km które mielismy jechac przez ten kraj pokonalismy w 8 godzin!!! Na domiar tego na calej trasie mozna bylo spotkac 11 patroli policyjnych czychajacych tylko na turystów. O ile przy poprzedniej jezdzie przez Bulgarie (za dnia) mialem bardzo mile wspomnienia z tego kraju, w drodze powrotnej (noca) zniechecil mnie on. Widok policjantów wychodzacych jak larwy w swiecistych kamizelkach z kazdej dziury i pobierajacych kary wysokosci minimum 20 Euro skutecznie zniecheca do turystyki. Tak na marginesie to sami padlismy ofiara takiej kary. No ale nie obylo sie równiez bez atrakcji. Bylismy równiez swiadkami nocnego poscigu policjantów za jakimis dwoma samochodami których kierowcy nie byli skorzy do placenia mandatów. Tak czy siak jak nie na pierwszym to na kolejnym patrolu bylibysmy lupem policji.

Niestety to ja nadziałam się na patrol, do dziś czuję niesmak, ale jedno jest pewne ich radar dodał mi 14 km/h więc tak czy inaczej, haracz trzeba było zostawić i modlić się, zeby tylko w jednym miejscu.

To juz nie trzeci swiat, ale czwarty. A cala trasa z Grecji do Wegier to podróz z Europy do Europy przez jedna wielka czarna dziure. Czarna, bo jechalismy noca ;-))) Trase te polecam ludziom zadnym mocnych wrazen. Bezsenni zamiast liczyc barany (by zasnac) moga zaczac liczyc radiowozy (by sie obudzic). Zas swiatla awaryjne znacza tu calkiem cos innego niz w Grecji. Tam - lenistwo kierowców, tu placenie mandatów.

A swoja droga to maja tu dosyc ciekawe oswietlenie ulic. Wszystko widac z wyjatkiem jej samej. Jadac droga szybkiego ruchu (przypominam o ograniczeniu do 40 km/h) przypadkowo nie zauwazywszy zjazdu, wjechalismy na osiedle mieszkaniowe w Sofji. Czyli cala ta sytuacja mówi sama za siebie.

No wlasnie, ale przeciez w Sofii mielismy wskoczyc na kawe i odpoczac, takie byly plany. Tak jeszcze szybciej jak one sie pojawily - "wywialy" z naszych umyslów po przekroczeniu tablicy rozpoczynajacej Sofie.

Obraz nedzy i rozpaczy. Jakies blaszane stragany przy ulicy i kartony sugerujace niedawny pobyt szabrowników milo nas przywital. No ale przeciez mielismy dwókrotne spotkanie na przydroznych parkingach w nocy z Bulgarami ;-)))) Powinnismy byc wiec juz troszke oswojeni z tym krajem. Dodam tylko od siebie, ze drogi tutejsze maja nawierzchnie marki "kozia wólka".

W Sofii trzeba bardzo uwazac, zeby zjechac na odpowiednia droge na Belgrad. Powtarzam uwazac, bo o drogowskazach w tym miescie mozna zapomniec. No i druga sprawa to uwazac gdzie sie miasta koncza, bo zaraz za nimi stoi policja. A dowcipni Bulgarzy powyjmowali tabliczki konczace "Gorad" i w pewnym momencie konczy sie cos co sie nawet nie zaczelo.

A teraz taka mala dobra rada dla "twardzieli" jadacych noca przez ten kraj. Puszczajcie zawsze przed siebie dwóch "zyrantów", bo policja lapie po dwa samochody. Jak zlapia to ich, a wy macie mandat do placenia z glowy.

Jednym slowem jazda przez Bulgarie noca jest jak gra komputerowa: "Chlopie masz tylko 2 zycia !!!".

Ciagla walka ze snem a jednoczesnie uwaga skupiona na kolejnych patrolach policyjnych moze doslownie wykonczyc kazdego.

No i juz jestesmy na granicy bulgarsko - serbskiej w Gralinie. Przed nami stal jakis Holender, który ni w zab nie rozumial tutejszych jezyków. A tymczasem o 2 w nocy Bulgar daje mu jakies formularze odnosnie cla i kaze wklejac fotki. No zalamac sie mozna ;-)))) Gdzie tu o 2 w nocy znajdziesz fotografa??? Chlop nie wiedzac co ma zrobic dyskutowal z nim, ale nie mogli sie wogóle dogadac. Nikt by sie nie spodziewal ale cala te sprawe zalatwilo kilka puszek coca - coli które Holender wyciagnal z samochodu.;-)))))

I juz Serbia. Po tylu przejsciach w Bulgarii byla ona dla nas po prostu zbawieniem. Pomimo tego, ze jadac przez Nisz, Belgrad i cala trase az do Wegier spotkalismy kolejnych 11 patroli calkiem inaczej funkcjonowalismy. No a i droga jest tu lepsza wiec mozna wiecej wyciagnac samochodem, o czym moga swiadczyc przydrozne groby wielu naszych poprzedników.

Serbia po Bułgarii wydaje się szczytem możliwości cywilizacji XXI wieku. Uff, nareszcie bez tego okropnego bólu w napiętym do granic wytrzymałości karku! :)

Lepiej miec tutaj troszke paliwa w zapasie, bo jadac w kierunku granicy z Wegrami, przez ponad 100 km nie ujrzy sie zadnej stacji benzynowej. Jest ona dopiero na przejsciu.

Dalej Wegry i nasz kamping w okolicy Szegedu:

Tym razem wzielismy jednak pokój. Za dwie osoby placi sie 25 Euro. O ile pod namiotami bardzo milo sie tu biwakuje, o tyle w pokojach mozna spotkac wspóllokatorów pod postacia karaluchów ;-))))) No ale ten wypoczynek nam sie nalezal. Zreszta na tym kampingu mozna spotkac prawie samych Polaków, z których kazdy snuje swoiste opowiesci na temat Serbii, Czarnogóry (Montenegro), czy tez Bulgarii.

Uwaga! Nie bierzcie tam pokoi! Pole namiotowe jest ok, natomiast w hoteliku całe masy prusaków. Brrrr.... ja miałam ciężką noc, a Marek nijak nie rozumiał jak można tak panikować.

Po noclegu ruszylismy juz na "pelnym gazie" ;-)))) w kierunku Budapesztu, Sah, Cieszyna i Bytomia.

I to juz koniec naszej wyprawy. Dziekuje drogi czytelniku, ze miales cierpliwosc przeczytac tyle stron z naszych wspomnien, ale mysle, ze oplacilo sie. Wybierz sie i ty "sladami sw. Pawla" bo warto, a jeszcze bardziej oplaci sie dostrzec te slady w swoim zyciu.

Amen! :)

powrót
 


© A.Bajon@ux.com.pl