|
Moja przygoda z Mormonami rozpoczęła się w 1997 roku kiedy byłem na II roku studiów teologicznych w Warszawie . Ponieważ od dłuższego czasu interesowałem się sektami moją uwagę przykuła skądinąd "dziwna" kaplica znajdująca się na Woli w Warszawie. Wielu moich znajomych zawsze mawiało, ze jest to własność jakiejś przedziwnej sekty, która nie zamierza zbyt pochopnie ujawniać swoich celów i idei.
Hm... tak sobie pomyślałem, że mógłbym się tam przejść i coś nie coś się dowiedzieć na ich temat. Więc któregoś dnia w tygodniu przespacerowałem się do "kosmicznej" kaplicy połączonej z zadziwiającą szpiczastą wieżą. Ponieważ w tygodniu było tam niewielu mormonów, miałem okazję jedynie kilka minut porozmawiać na ogólne tematy i "na odchodne" otrzymałem Księgę Mormona z zachętą do zapoznania się z nią. Przeczytawszy dwie pierwsze księgi Nefiego a doszedłwszy do Księgi Jakuba odechciało mi się studiować tę pozycję. Ale Kosmos - sobie pomyślałem - Jak ludzie mogą w to wierzyć?. Chcąc podzielić się moimi przemyśleniami ponownie udałem się do w/w kaplicy mormońskiej. Zagaiłem moich rozmówców, iż rodzą się we mnie pewne wątpliwości po przeczytaniu wymienionych dwóch ksiąg. Kiedy tylko poddawałem w wątpliwość cytaty z 1 i 2 Nefiego, oni argumentowali cytatami z innych ksiąg. Wtedy odpowiedziałem bardzo grzecznie, że nie czytałem kolejnych ksiąg więc prosiłbym by ich argumenty dotyczyły tylko z przemyśleń owego "kosmicznego" Nefiego. Ponieważ moja "upierdliwość" wzrasta wprost proporcjonalnie do ignorancji i niewiedzy innych, byłem nieustępliwy. Na zakończenie dyskusji "świadkowie" zakrzyczeli mnie, że aby z nimi dyskutować powinienem sie do rozmowy przygotować przeczytawszy całą księgę, inaczej taka dyskusja nie ma sensu. Hm jako niepoprawny w "samonawracaniu" się na jedyną i prawowitą wiarę (ich zdaniem) powróciłem do domu. Siadłszy za biurkiem dokończyłem czytanie owych mądrości ;-) I wynotowałem jako początkujący teolog 10 stron podaniowych, na których znajdowały się sprzeczności z Biblią, będy dogmatyczne, historyczne i etyczne.
Za miesiąc spotkałem się ponownie z mormonami. Usiadłszy w magazynie z książkami (gdyż nie było dla mnie miejsca - patrz. Łk. 2, 7b) rozpoczęliśmy proces mojego "nawracania się" na mormonizm. Na początku dyskusji wyjąłem przygotowane 10 stron moich wątpliwości, którymi chciałem podzielić się z moimi rozmówcami. Jednakże widząc ich systematycznie powiększające się oczy w miare liczenia kolejnych kartek z wątpliwościami usłyszałem głos: Baaaardzo cieszymy się że pan tak dokładnie przygotował się do tej rozmowy. I jeden z moich rozmówców, odwrócił się w kierunku kolegi w celu usłyszenia akceptacji swojej wypowiedzi. Ale usłyszał tylko mój głos (gdyż "wierny" kolega miał jeszcze większe oczy niż on sam): Ja bym się na pana miejscu zbytnio nie cieszył i powróciłem do kompletowania moich stron z wątpliwościami. Dyskusja trwała około 90 minut, po czym moi rozmówcy uciekli przed jakimś skomplikowanym, odpornym na nawracanie Polakiem. W międzyczasie zdążyłem dość dokładnie zorientować się jakie pozycje książkowe znajdowały się w magazynie, w którym toczyliśmy rozmowę.
Za tydzień pojawiłem się ponownie w kaplicy na ulicy Wolskiej 142, jednak dane mi było, tylko w przedsionku, porozmawiać z jednym z mormonów. Poprosiłem go o wszystkie przewodniki do rozmów przygotowujących przed chrztem. Normalnie foldery te są dawane adeptowi sukcesywnie, jednak wytłumaczyłem mojemu rozmówcy, że nie bardzo mam czas na prowadzenie tych rozmów więc postaram się eksternistycznie zgłębić "prawdziwą" wiedzę i ochrzcze się eksternistycznie, jeśli materiały te, byłyby dla mnie przekonywujące. Nie bardzo wiem gdzie one się znajdują, odparł zmieszany młodzieniec, chytrze próbując się wymigać. O to nic takiego, zaraz ci wytłumacze odparłem przypominając sobie stos książek jaki widziałem, nie tak dawno, w magazynie. Wytłumaczywszy dość dokładnie miejsce, gdzie powinny znajdować się, owe ulotki, dla odwagi poklepałem go po plecach. Pełen animuszu młodzieniec wyruszył słuchając moich rad. Jakież było jego zdziwienie, gdy odnalazł wspomniane ulotki. Widząc we mnie nieomal jasnowidza, przekazał mi wskazane materiały. W ten sposób wszedłem w posiadanie tekstów, jakie otrzymuje każdy adept przed przyjęciem chrztu

Kolejna moja wyprawa miała miejsce w "tłusty czwartek" w 1998 r. Korzystając z okazji, ze dosyć często przebywałem w Warszawie postanowiłem tym razem udać się do "przystani misyjnej" dla mormonów mieszczącej się na Nowym Świecie. Jako, że natknąłem się na kilku przedstawicieli tego "kościoła" ponownie zagaiłem o nurtujące mnie wątpliwości. Wywiązała się między nami dyskusja przeplatana argumentami, że: w końcu powinienem pozbyć się wszelakich wątpliwości i dać się grzecznie nawrócić. Ja jednak uparcie wracałem do niezgodności na jakie natknąłem się czytawszy Księgę Mormona. Tym razem natknąłem się jednak na argumentację płynącą z Doctrine and Convenants. Więc tym razem poprosiłem o "mądrości" ukrywające się pod nazwą "Nauki i Przymierza". W odpowiedzi usłyszałem, że nie otrzymam tej księgi jeśli się wpierw nie ochrzczę. Zawiedziony spytałem, czy ów człowiek czytuje czasami Biblię. Na pozytywną odpowiedź z jego strony odparłem: Więc dlaczego ja mam być uboższy o te prawdy które ty już poznałeś? Starszy Lavrence, odrzekł mi: Jedź do kaplicy na Wolskiej, jeżeli tam ci dadzą, to mnie już to nie obchodzi. Ode mnie nie dostaniesz nic. Więc wysyłasz mnie tam? - drążyłem. Tak wysyłam - odparł. Wyszedłem z domu, a była noc (patrz: J 13,30b). Przejeżdżając obok kaplicy mormońskiej cały czas myślałem w tramwaju, jak "wydębić" doktrynę, kiedy jestem nie ochrzczony. Wtedy też przyszła mi myśl, że przecież ochrzczony jestem, ale nie musze mówić w jakim Kościele. Co najwyżej, że w prawowitym. W drzwiach spotkałem mormona który wyraźnie się spieszył lecz podał mi dłoń "w locie" mówiąc: Cześć. Ja również przywitałem się skwapliwie, po czym dodałem: eeee Starszy Lavrence przysyła mnie po doktrynę. Poczekaj zaraz ci dam - odparł. Szybko wrócił się do magazynu i przyniósł jeden egzemplarz. Podając mi go zawahał się i dodał w równie awangardowy sposób: eeee ale doktryna jest tylko dla ochrzczonych, a ty jesteś ochrzczony? Jestem a ty nie? - odparłem. Tym razem bez wahania mormon dał mi egzemplarz doktryny. Oczywiście, że jestem ochrzczony, a że nie pytał w jakim Kościele, to już jego problem - pomyślałem odchodząc.
W 1999 r. jadąc sobie tramwajem natknąłem się na jedną z mormonek która obiecała mi przysłać egzemplarz pism Younga, za co po dziś dzień jestem jej bardzo wdzięczny. A najbardziej za to, że oprócz obietnicy ów egzemplarz faktycznie do mnie dotarł. Gdyż często człowiek może być dumny, słysząc, że do starych obietnic docierają nowe. Pozostające jedynie obietnicami. Tym razem jednak było inaczej. W tym też roku spotkałem w Warszawie Prezydenta Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich na całą Europę Wschodnią. Nie bardzo, ten przemiły człowiek radził sobie z językiem polskim a ja "totalny beton z angielskiego" zagaiłem z głupia frant: czy on przypadkiem nie zna niemieckiego, bo byłoby nam łatwiej. Na co odparł , że zna, gdyż przez dłuższy okres czasu mieszkał w Szwajcarii. Była to jedna z najprzyjemniejszych dyskusji w jakich kiedykolwiek brałem udział w kaplicy na ulicy Wolskiej. Na zakończenie rozmowy ów Prezydent rzekł: jakbyś czegoś potrzebował to wpadaj tutaj i powołaj się na mnie. Miłe słowa, iście dyplomatyczne... Tenże człowiek nie był jeszcze świadom tego, że będę się przez kolejne dwa lata powoływał przy każdym spotkaniu z mormonami na jego osobę otrzymując tym samym potrzebne materiały. Przez kolejne dwa lata jeździłem do Niemiec i w archiwum jednej z filii Uniwersytetu w Koblenz wyszukiwałem informacje dotyczące mormonów.
W 2002 roku obroniłem na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego prace magisterską z teologii dogmatycznej napisaną pod kierunkiem ks. Prof. dra hab. Lucjana Baltera SAC na temat: Bóg Mormonów. Analityczno - krytyczne spojrzenie na wizję Boga Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich w świetle pism natchnionych. W 2003 roku zostanie natomiast wydana przez wydawnictwo WAM w Krakowie moja książka na temat Boga w "mormońskim wydaniu". Serdecznie zachęcam do zakupu, bo warto ;-)