Artur Marek Wójtowicz

Strona główna

Pozdrowienia z Kenii (2)

 

Pisząc o „The School Chain Projekt” chciałbym każdy z numerów podzielić na dwie części. W pierwszej z nich zostaną zawarte informacje geograficzno — polityczne, dla przybliżenia kraju, zaś w drugiej moje doświadczenia z pracy z Walterem, lub też jego własne przemyślenia. Tak więc ad rem:

Kenia, jest państwem położonym na obszarze okołorównikowym we wschodniej Afryce, nad Oceanem Indyjskim. Graniczy z Etiopią, Somalią, Tanzanią, UgandąSudanem. Powierzchnia kraju wynosi 583 tys. km2. Stolicą Kenii jest Nairobi (1,5 mln mieszkańców, 1990), zaś językami urzędowymi: angielski i suahili. Pamiętam jak przy wieczornych opowieściach w pokoju z widokiem na Säntis opowiadał mi Walter, że pracując i mieszkając w Kenii przez 40 lat nigdy nie potrafił wybaczyć sobie, tego, że nie zna języka suahili, znając go bowiem mógłby o wiele więcej uczynić, niż posługując się tylko afro-angielskim. Dla ciekawostki tylko dodam, że Walter mówi biegle po angielski, niemiecku, francusku, holendersku, słabiej po szwedzku i włosku ;-)))) Zawsze zwykł mawiać, że najtrudniejczym językiem jest włoski, bo „sempre amore” ;-))))

Na terenie Kenii zamieszkuje około 30 milionów mieszkańców (2000). Tak więc średnia gęstość zaludnienia wynosi: 52 osoby/km2, zaś przyrost naturalny: 15‰ (2000). W większości są to ludy Kikuju (21%), Luhaya (14%), Luo (13%), Kemba (11%), Kalenjiu (11%), ludy nilockie (m.in. Masajowie), ludy kuszyckie (Somolowie, Galla) (razem 29%). Mniejszą część stanowią Azjaci (0,6%), Europejczycy (0,3%) i Arabowie (0,3%).

Religię w Kenii można mniej więcej tak przedstawić procentowo: protestanci (26,5%), katolicy (26,4%), animiści (18,9), chrześcijanie afrykańscy (18%), muzułmanie (6%), prawosławni (2%). Średnia długość życia: mężczyzny wynosi 47 lat, zaś kobiety 49 lat.

To może tyle jeżeli chodzi o ludność i geografię.

* * *

A teraz troszkę coś z moich doświadczeń....

Przed kilkoma dniami rozmawiałem ze znajomą która jest psychologiem i nie ukrywam, że to właśnie ona zmotywowała mnie do szerszego opisania pewnego problemu. Szwajcaria, kraj „miodem i mlekiem płynący”. Dla wielu Polaków jest on znany najczęściej z Banków, zegarków, scyzoryków i czekolady. Niestety nie milki, bo ta pochodzi z sąsiedniej Bawarii. Krótko mówiąc zdawać by się mogło, że jest to kraj o dużej kulturze.

Nie wielu jednak wie, że Szwajcarzy słyną ze swej skrupulatności i niezaradności. Potrafią oni doskonale się bogacić, ale.... Kosztem innych. Również i w problemach sercowych wychodzą z założenia, że najlepiej jest mieć żonę, która nie zbyt wiele dyskutuje. Dlatego też wielu z nich (najczęściej starszych lub rozwiedzionych) nawet nie stara się zdobyć partnerkę bo nie potrafią o nią walczyć. Ich natura nie jest do tego przystosowana, gdyż ostatnia wojna na tym terenie odegrała się w 1848 r. ;-))))

Co zatem robią? Proste kupują sobie żony. Handel kobietami przynosi w Szwajcarii drugie co do wysokości dochody zaraz po narkotykach. Najpopularniej są tu nabywane młode dziewczyny z Republiki Dominikańskiej lub z Kenii. Ich sąsiedzi z północy gustują częściej w Filipinkach. Wielu Szwajcarów wyjeżdża na wakację właśnie w poszukiwaniu żony. Niektóre biura podróży specjalnie świadczą tego typu przeloty do Mombassy — „Centrum kenijskiego .Biznesu i Seksu”.

Żeby kupić żonę w Szwajcarii wystarczy mieć w kieszeni 4 000 franków. Najczęściej pieniądze ze sprzedarzy dostaje ojciec w Kenii, który jest w stanie za te pieniądze przez rok (nie pracując) utrzymać całą rodzinę. Jeżeli zatem ma około 12 córek (co nie jest rzadkością), przez tyleż lat ma problem pracy „z głowy”.

Przedstawiciele władzy w St. Gallen wpadli na pomysł że należy przeciwdziałać bezsensownemu „szlajaniu się” afrykańczyków w nocy, lub co gorsza nie sprzedawali narkotyków. W tym też celu zezwolili na otwarcie w centrum miasta klubu dla społeczności murzyńskiej zwanego „Harambee” co oznacza w języku suahili „wspólnota”.

Nie wielu jednak wie, że właściciel prowadzący ten ośrodek (pomimo tego, że jest czarny) trudni się wieloma „ciemnymi sprawkami”, jak: handel narkotykami, czy też wspomniany przeze mnie „handel kobietami”.

Sam oczywiście nigdy nie poszedłbym do tego klubu, ale z Walterem czemu nie. On jako « szara eminencja Afryki » był tam nietykalny. Pamiętam jak przez kilka miesięcy próbowaliśmy wydostać stamtąd osiemnastolatkę którą rodzona siostra (żona właściciela klubu) specjalnie sprowadziła do Szwajcarii pod płaszczykiem „opiekunki do dziecka”, by następnie sprzedać ją do domu publicznego. To długa historia, trącąca kryminałem, przesiąknięta dreszczykiem emocji, a jednocześnie wołająca o pomstę do nieba. Ale jeśli ktoś jest zainteresowany chętnie się z nim nią podzielę.....

Nigdy nie przypuszczałem, że w XXI wieku będąc w tak cywilizowanym kraju przyjdzie mi trafić na targ niewolniczy w roli kupca.

Najważniejsze jest to, że dziś ta osoba żyje wolna w Szwajcarii i ma możliwość założenia upragnionego domu.

* * *

Galeria:

Szkoła założona na obrzeżach Nairobi, przez Waltera Webera

Taniec Kalahari

Małe też piękne...


powrót


© A.Bajon@ux.com.pl